11 luty 2003
Po godzinach.....
Zacznę tak: Za moich czasów to się tańczyło całkiem inaczej. Po pierwsze to tańczyły staruchy (bo przeważnie zaczynało się tańczyć na studiach, wyjątkowo - w szkole średniej). Po drugie inna była sytuacja ekonomiczna zarówno tancerzy jak i wszelkich organizacji około tanecznych (tancerze byli biedni - jak to studenci, a organizatorzy turniejów byli państwowi - czyli kasa była). Po trzecie taniec towarzyski kojarzony był raczej z umiejętnością tańca, a nie ze sportem.
Jakie były konsekwencje powyższych faktów:
1. (pierwsze i najważniejsze) NIE było w tańcu "rodziców" - nie
byli potrzebni - ani oni (bo po co studentowi rodzic), ani ich pieniądze (kasa
była zawsze w klubie dotowanym przez dom kultury, uczelnię itp.)
2. nie było też w tańcu dzieci (chyba, że się komuś....)
3. byli zatem dorośli ludzie, dla których taniec był przede wszystkim świetną
zabawą, możliwością spotkania przyjaciół, podróżowania po kraju ( i za
granicą - NRD, Czechosłowacja, Związek Radziecki....)
Spotykaliśmy się na treningach w gronie przyjaciół, wszyscy mieli równe szanse (niezależnie od kasy, którą się dysponowało). Spotykaliśmy się też po treningach, organizowaliśmy imprezy, balangi, bale, andrzejki, sylwestry, wszelkiej maści imieniny, urodziny, obozy letnie, zimowe itp. i itd. Najważniejsze były oczywiście turnieje - prawie zawsze z noclegami i w dużej mierze dwudniowe. Organizatorzy zawsze zapewniali pełne wyżywienie, noclegi i zwroty kosztów podróży, w połączeniu z delegacjami i zwrotami kosztów z macierzystych klubów było za co dojechać, zjeść, wypić i zabawić się (tak, że się potem trudno było w tygodniu pozbierać) nie umaczając w to ani jednej prywatnej złotówki. Turniej zaczynał się już w pociągu, gdzie rezerwowało się przedział i już rozpoczynało imprezkę (najczęściej z gitarą). I taka imprezka ciągnęła się (z przerwą na taniec na parkiecie), aż do powrotu do swojego miasta.
Nie twierdzę wcale, że wtedy było lepiej, a teraz jest gorzej. Teraz jest inaczej. Teraz taniec to przede wszystkim sport i rywalizacja bardzo mocno podparte "rodzicami" i ich pieniędzmi.
Zastanówmy się zatem mili państwo ile z tych dzieci zostanie (zgodnie z przewidywaniami ich rodziców) wybitnymi tancerzami, mistrzami Polski, Europy czy Świata? Statystycznie w danym roku Mistrzem Polski może być tylko jedna para. Nawet mnożąc to przez style i kategorie wiekowe - jest to kilka par rocznie, co zatem z tymi pozostałymi setkami tysięcy młodych ludzi poświęcającymi swój wolny czas (o kasie nie wspomnę) na ciężkie treningi. Dobrze jeszcze, póki jest to coś co ich bawi (znam takich), gorzej - gdy robi się to "z rozpędu" albo dla zaspokojenia czyjejś ambicji.
Czy można coś na to poradzić? Na pewno tak. I dlatego na początku tego tekstu tak smędziłem o dawnych czasach. Czasów nie wrócimy, ale możemy się z nich czegoś nauczyć. Czego? Ano może by tak spróbować do tego sportu dołożyć trochę przyjemności i zabawy. Aby uniknąć konfliktów, nie wtrącajmy się w treningi i turnieje, zajmijmy się kontynuowaniem naszego tanecznego świata "po godzinach". Po godzinach - spędzonych na salach treningowych i turniejowych.
Czy taneczny rywal z turnieju musi być postrzegany jako przeciwnik? Czy sędzia musi być postrzegany jako ten, który chce nam zrobić coś złego? Otóż nie. Sprawę "złych" (sarkazm) sędziów omówię przy najbliższej okazji. Teraz skupię się na tancerzach, ich rodzicach i znajomych.
Oczywiście przesadzam trochę z tym czarnym widzeniem tanecznego świata. Znam wiele przykładów bardzo zgranych klubów tanecznych, a nawet kontaktów, przyjaźni i organizacji międzyklubowych. Najlepszym przykładem na to co dobre są sympatyczne stronki prowadzone przez tancerzy w naszym internetowym światku. Dobrą, chociaż trochę niebezpieczną (niebezpieczną ze względu na ewentualne chamstwo anonimowych użytkowników) próbą pozatanecznego zintegrowania świata tańca są dyskusyjne forum (liczba mnoga) - na ten moment polecam profesjonalnie stworzone forum wymienione u mnie w dziale Linki. Zdarzają się również turnieje zorganizowane tak by nie sprowadzały się tylko do przyjazdu, odtańczenia swojego i jak najszybszego wyjazdu - polecam np. coroczny czterodniowy turniej w Mikołajkach organizowany przez Karolinę i Krzycha z Olsztyna. Inną międzyklubową super imprezą był mecz piłki nożnej "Dancemundial 2002" zorganizowany w Krakowie w zeszłym roku (relacja w dziale Fotografie). Przykładów jest więcej, ale jakby wciąż za mało.
Spróbujmy zatem coś sobie zorganizować. Spotykajmy się nie tylko na treningach i turniejach, ale również w kawiarniach, dyskotekach, na plażach, w górach, na imprezach tych wielkich i tych prywatnych, cieszmy się z towarzystwa ludzi, którzy żyją tym co my - tańcem!!! Wraz z Internetem dostaliśmy wspaniałe narzędzie komunikacji (nie wspomnę o komórach - bo te są bardziej indywidualne), zatem korzystajmy z niego. Najprościej jest ogłosić imprezę na w/w profesjonalnym forum. Ja u siebie forum robił nie będę - mam powody, ale zakładam nowy dział "Po godzinach", w którym będę próbował namówić Was do WSPÓLNEGO spędzania pozatanecznego czasu w tanecznym towarzystwie. Spróbuję namówić Was do odwiedzania wybranych miejsc gdzie będzie można się spotkać, zabawić , wypocząć i porozmawiać - niekoniecznie o tańcu.... Spróbujemy też odnaleźć wśród nas ludzi o podobnych zainteresowaniach.
Mam świadomość, że taniec nie daje wiele czasu na inne zajęcia, ale na pewno znajdą się tacy, którzy mają jakieś hobby, może jeżdżą na nartach, snowboardzie, pływają, skaczą na "bandżi", wspinają się, nurkują, pływają na windsurfingu, wędkują, paintbolują, rozwiązują krzyżówki, zbierają znaczki lub puszki po piwie, fotografują, śpiewają, piszą blogi, tworzą stronki itp itd....... I nie dotyczy to tylko tancerzy, ale całego tanecznego świata, trenerów, sędziów, "rodziców", sympatyków i wszystkich innych którzy tu trafią. Mamy wśród nas wielu wspaniałych ludzi - odkryjmy ich , odkryjmy siebie. Mam nadzieję, że nie tylko ja będę redaktorem tego działu. Zapraszam wszystkich do współpracy. Jeśli jest w twoim mieście fajna knajpa, pub, empik (...) w którym spotykają się tancerze - zaproś nas tam. Jeśli znasz fajny wyciąg narciarski, gdzie można by w wolny weekend się spotkać - opisz którędy i gdzie. Jeśli znasz ciekawego człowieka związanego z tańcem - przedstaw go nam (może to właśnie ty). Jeśli znasz jakieś fajne stronki mniej lub bardziej związane z tańcem lub prowadzone przez tancerzy - podeślij linki. W Twoim Klubie wydarzyło się coś fajnego - opisz i przyślij zdjęcia.
Proszę i zapraszam.
I jeszcze raz powtarzam - liczę tu nie tylko na tancerzy - ale również ich znajomych, trenerów oraz rodziców.
14 październik 2002
O Tańcu... [po mistrzostwach świata w tańcu na wózkach]
Z czym się Wam kojarzą wózki
inwalidzkie? .... Ano mnie w tej chwili kojarzą się tylko z tańcem. Jeż po
raz kolejny miałem okazję być na turnieju, gdzie część tancerzy porusza się
na wózkach. Tym razem była to impreza najwyższej rangi: Mistrzostwa Świata.
Jeśli nie widzieliście ich jak tańczą to się pewnie zastanawiacie, czy
siedząc na wózku można tańczyć? Zapewne wielu (z Was) uważa że ciężko.
Ale czym jest taniec, z definicji jest to poruszanie się - najczęściej przy
muzyce, i nic nie jest powiedziane o nogach! Jesteśmy zepsuci pojmowaniem tańca
jako wyczynu sportowego, pogonią za punktami, klasami , ciągłą rywalizacją.
Najczęściej turniej jak turniej, jeden do drugiego mniej lub bardziej podobny,
większość z turniejów spływa po nas jak po kaczce. Przyjechali, zatańczyli,
pojechali, było mniej lub bardziej miło. Najczęściej jeszcze coś by wypadało
ponarzekać i tyle. A gdzie do cholery taniec? Przecież taniec to coś więcej
niż podskakiwanie. Nie wiem jak wy , ale ja (pomimo mojego wieku) pamiętam
moje pierwsze próby taneczne, na dyskotece na kolonii, na pierwszym kursie tańca,
czy to miało cokolwiek wspólnego z krokami, pozami, figurami itp., nie !!! Były
to przede wszystkim przeżycia emocjonalne!!! Dlaczego o tym przy tej okazji
piszę. A dlatego właśnie , że mnie - staremu wyjadaczowi tanecznemu, który
każdą sobotę i niedzielę spędza na jakimś turnieju - który zęby na tej
machinie tanecznej zjadł - właśnie na tym turnieju zachciało się potańczyć
!!! Pierwszy raz od wielu lat poczułem radość tańca i jego prawdziwe piękno.
Jak tam było? Ano tak: Na początku widzimy wózki i niepełnosprawnych ludzi,
w miarę jednak oglądania tego co dzieje się na parkiecie, wózki znikają, a
zostają jedynie wspaniali tancerze. Jestem pewien że w finałach nikt -
jeszcze raz powtórzę nikt - nie widział na parkiecie żadnego wózka!!!! Były
tam tylko uśmiechnięte (choć często zmęczone) wspaniałe i tryskające szczęściem
pary. Ludzie !!! Oni tak pięknie tańczyli, że się w pale nie mieści !!!!!!!
To był właśnie taniec, to coś więcej niż bieganie po parkiecie. I poza
wspaniałym widowiskiem , był to też w pełni sportowy turniej tańca, z międzynarodową
komisją sędziowską, ze
wspaniałą publicznością (bardzo dużo kibiców zagranicznych - największe
grupy z Holandii i Japonii) kibicującą nie tylko swoim parom, ekipami
telewizyjnymi (w tym dwie japońskie), dziesiątkami fotografów (w tym i ja
nieboraczek) itd. itd...
Nie obrażając nikogo to powiem jeszcze tylko tyle, że dobrze że w międzyczasie
był też turniej IDSFu bo można było na chwile poluzować emocje. I nie neguję
wcale potrzeby sportowego ruchu tanecznego, bo gdyby go nie było nie byłoby i
tu wszystkich nas, w tym ruchu żyjących, tylko jakoś tak czasami.........
![]()
3 październik 2002
Dojrzewanie
Nie wiem czy zauważyliście co się po wakacjach dzieje na tych turniejach. Niby wszystko tak samo (organizatorzy się starają, rodzice się denerwują, Sławek Kurzak prowadzi turniej mimo, że mikrofon nie działa), niby wszyscy ci sami..... a jednak..... nie tylko przepisy się zmieniają. Ostatnio troszkę uważniej przyglądam się parom (z racji tego, że staram się im zrobić jakieś zdjęcia) i cóż obserwuję, no wiadomo - dziewczyny. I tu właśnie zachodzą największe zmiany na parkiecie. Co może stać się z dziewczynką przez te dwa miesiące wakacji...... może stać się kobietą! Nie wiem czy to makijaż, nowe wspaniałe sukienki, czy względny (względem przed wakacji) przyrost tu i ówdzie tak zmienia tancerki - ale jedno jest pewne - mamy na naszych parkietach naprawdę przepiękne dziewczyny, nawet jeśli z tańcem im za bardzo nie wychodzi. A tak na marginesie, w dobie wszechobecnych turniejów dziecięcych, dobrze jest czasami być na turnieju na którym są też panowie po mutacji i panie, na które z dużą przyjemnością się patrzy i jest czym nacieszyć oczy.
![]()
3 październik 2002
Chcą nam zrobić "dobrze", czy nowe kłody pod nogi?
No i znów się zaczęło. Nowy sezon taneczny ruszył pełną parą. Czy czeka nas coś ciekawego coś nowego, cos lepszego? Na pewno tak. Ot choćby nowe przepisy PTT. A jakież te przepisy są ? Lepsze czy gorsze? Jakie by nie były , to już i tak wszyscy na nie narzekają i kombinują do czego by tu się przyczepić, co skrytykować. Ja nie wnikam w efekt jaki te przepisy wywołają - czas pokaże. Ważna jest chyba ich idea, a ideą zmian przepisów było na pewno ich ulepszenie. Ci którzy tych zmian dokonali nie myśleli na pewno o tym ,żeby zrobić coś gorszego, nie robili tego dla własnego interesu, sławy, czy też pieniędzy. Zmiany są po to by było wszystkim lepiej, ciekawiej, sprawiedliwiej, by nadążyć za zmianami w światowym ruchu tanecznym (a może nawet je wyprzedzić). Nie ma rzeczy doskonałych - i przepisy te też doskonałe nie są, jak już się okazuje, pary już znalazły ciekawe sposoby aby przy tych nowych przepisach zrobić sobie dobrze, już zaczęły się kombinacje, obliczania, polityczne zagrania itp. No i dobrze! Może tak ma być. Wierzmy w to ,że będzie lepiej, a stara prawda będzie zawsze i tak prawdą: z turnieju zadowoleni wyjeżdżają tylko ci którzy wygrali, reszta jest zniesmaczona, oburzona i pokrzywdzona.